Image Alt

Anna Krawczyk

Bezpieczeństwo ponad wszystko

Bezpieczeństwo ponad wszystko

Dobre praktyki bezpiecznego wykonywania robót drogowych, standaryzacja SIWZ pod kątem zapewnienia odpowiednich warunków pracy, a także zmiany w Kodeksie urbanistyczno-budowlanym – to główne zagadnienia debaty, zorganizowanej 8 sierpnia 2017 roku przez czasopismo „Infrastruktura” oraz Porozumienie dla Bezpieczeństwa w Budownictwie, która odbyła się w centrali Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad w Warszawie. Rozmowa toczyła się wokół wyzwań dla inwestora i wykonawców, tak aby na polskich budowach królowało hasło bezpieczeństwo ponad wszystko.

Jakie praktyki stosowane u inwestorów prywatnych można by przenieść na grunt inwestycji w sektorze publicznym?

Michał Wasilewski, koordynator Porozumienia dla Bezpieczeństwa w Budownictwie: U dużych inwestorów prywatnych zarządzanie bezpieczeństwem stoi na bardzo wysokim poziomie. Co jest widoczne już w fazie opracowywania koncepcji, następnie w trakcie realizacji prac, a później w okresie obowiązywania gwarancji i w czasie prac utrzymaniowych. Bezpieczeństwo jest swego rodzaju kluczem, który pomaga dobrze przygotować każdą inwestycję, przemyśleć rozwiązania i technologie.

Problem stanowi rutynowe podejście firm w trakcie wyboru technologii prowadzenia prac. Zakontraktowany przez inwestora projektant, będący pod presją ustalonego budżetu ryczałtowego, sięga przeważnie po sprawdzone rozwiązania i nie zastanawia się nad ich optymalizacją. Kierownik budowy już w trakcie realizacji ma bardzo niewielką zdolność kształtowania BHP, gdyż musi opierać się na dokumentacji, której korekty dużo kosztują. Sprawdzonym sposobem wyeliminowania błędów jest ich wykrycie na wczesnym etapie. W tym celu niezbędna jest ścisła współpraca wszystkich uczestników procesu budowlanego (projektanta, inwestora, wykonawcy, inspektora nadzoru), a także dobra komunikacja, jasno określone zasady i wymagania, czytelny podział kompetencji. Wtedy zarządzanie kontraktem jest uporządkowane. Dobry projekt oznacza oszczędność czasu i kosztów, natomiast zły – opóźnienie prac i przekroczony budżet, co odbija się na jakości i bezpieczeństwie.

Jerzy Werle, prezes zarządu Warbud SA, prezydent Porozumienia dla Bezpieczeństwa w Budownictwie: Problem jest wieloaspektowy. Z pewnością w kwestie bezpieczeństwa należałoby bardziej zaangażować inwestora, który powinien baczniej nadzorować inwestycję. Obecnie wygląda to tak, że dopóki w grę wchodzi duży wykonawca, inwestor ma możliwość egzekwowania sposobu realizacji.

W przypadku, gdy mamy inwestycję podzieloną na kilka zakresów robót i nie ma generalnego wykonawcy, to ścisły nadzór nad bezpieczeństwem sprowadza się do przysłowiowej konstrukcji żelbetowej, dachu i elewacji. Pojawienie się mniejszych wykonawców wprowadza zamieszanie na budowie. Inaczej do sprawy podchodzą inwestorzy amerykańscy, którzy nie poprzestali tylko na wprowadzeniu wymagań dotyczących bezpieczeństwa, ale też konsekwentnie ich przestrzegają. Pod tym względem różnią się od wszystkich innych inwestorów.

Jaki z tego wniosek?

Jezry Werle: Zaangażowanie inwestora jest niezbędne.

Aby to osiągnąć, konieczne jest wprowadzenie takich zapisów w Kodeksie budowlanym, które precyzyjnie określałyby obowiązki inwestora w kontekście bezpieczeństwa. Porozumienie wypracowało pewne standardy, jednak by zostały wdrożone, potrzebne jest zaangażowanie resortu infrastruktury.

Obecnie jedyną odpowiedzialną osobą na budowie jest kierownik budowy. Niestety, ogranicza go budżet oraz harmonogram narzucony przez zamawiającego. To na nim ciąży cała odpowiedzialność za bezpieczeństwo. Tak być nie może. Uważam, że potrzebna jest nowelizacja prawa oraz zwiększenie kontroli nad przestrzeganiem zasad bezpieczeństwa.

Dariusz Blocher, prezes zarządu, dyrektor generalny Budimex SA: Mamy prawodawstwo takie, jakie mamy. Wykonawcy, którzy wywodzą się z krajów, gdzie legislacja przenosiła odpowiedzialność zarówno na inwestora, projektanta, jak i na generalnego wykonawcę – czyli z USA, Niemiec, Wielkiej Brytanii – dużo bardziej dbają o bezpieczeństwo. W Polsce, a także w Skandynawii jest z tym gorzej.

Przykładem obrazującym różnice jest budowane przez nas Centrum Budowy i Diagnostyki Silników dla Samolotów General Electric i Lufthansy.

Pierwsze negocjacje nie zaczęły się od ceny, lecz od projektowania BIM oraz planu bezpieczeństwa i ochrony zdrowia, czyli BIOZ.

Najpierw one zostały uzgodnione i wycenione, dopiero potem pytano nas o wycenę całej budowy. To wynika z różnic kulturowych. Podwykonawcy polscy nie pracują bezpiecznie.

Dariusz Blocher: Warunkami niesprzyjającymi przestrzeganiu zasad BHP są: krótki termin realizacji, niski budżet, a także pogoda.

W sektorze prywatnym warunki można renegocjować przy niesprzyjającej aurze, BIOZ jest regulowany przez inwestora lub projektanta. W sektorze publicznym takich możliwości nie ma. Zbyt duża odpowiedzialność spada więc na wykonawcę.

Gdzie rozpoczyna się bezpieczeństwo na placu budowy?

Leszek Mellibruda, psycholog społeczny i biznesu: Bezpieczeństwo zaczyna się w głowie. Wszyscy podzielamy ten pogląd, ale nie przejawia się to w działaniach zarządczych. Wspólnie z Polską Izbą Inżynierów Budownictwa miałem okazję prowadzić badanie dotyczące etyki i odpowiedzialności zawodowej. Było to największe w Europie badanie obejmujące 110 tys. inżynierów. Pytania dotyczyły m.in. bezpieczeństwa. Ankietowani wskazali, że jednym z podstawowych problemów jest nieumiejętność komunikowania się ludzi na budowie. Oczywiście nie jest to przypadłością wyłącznie tego środowiska. Różnie to też wygląda w zależności od szczebla zarządzania.

Leszek Mellibruda: Na poziomie GDDKiA oraz top managementu dostrzeżono już, że bezpieczeństwo zaczyna się od pracy nad umysłowością i mentalnością głównie kadry inżynierskiej.

Na ten fakt zwrócili uwagę Francuzi badający inwestycje za granicą. Stwierdzili, że ludzie wyjeżdżający na duże budowy, realizowane w warunkach izolacji, borykają się z gwałtownym wzrostem różnego rodzaju zaburzeń prowadzących nawet do samobójstw. Dlatego należy psychicznie przygotować ludzi do wyjazdu w daleką podróż. Co ciekawe, te zmiany mentalne zostały też dobrze przyjęte przez pracowników.

Z mojego doświadczenia jako wykładowcy na Politechnice Warszawskiej wynika, że pracownicy wręcz tego oczekują. Chcą nie tylko więcej zarabiać, ale też rozwijać się, nabywać nowe umiejętności, które pobudzają wyobraźnię i uczą większej odpowiedzialności. Mam wrażenie, że zbyt mało miejsca w kształtowaniu kadry kierowniczej zajmuje praca nad zmianami mentalnymi, utwardzaniem tego, co trzeba i rozmiękczaniem złych nawyków.

Dariusz Blocher: Zgadzam się. W Budimeksie mamy problem z odzwyczajaniem od złych nawyków osób, które w zamierzchłych czasach pracowały w systemie, gdzie BHP nie funkcjonowało. To także problem młodych ludzi. O ile wiem, to w programach nauczania wciąż nie ma ani jednej godziny poświęconej bezpieczeństwu i higienie pracy. Na szczęście w wielu firmach, także i w naszej, istnieje świadomość, że kultura bezpieczeństwa jest najważniejsza. Pozostaje pytanie, jaka jest później praktyka. Na przykład, czy inżynier kontraktu podejmie pewne ryzyko, tj. przyspieszy roboty, zorganizuje prace w nocy, aby dotrzymać terminów określonych w umowie (oczywiście nie przekraczając ustalonych granic), czy jednak przedłoży kwestie bezpieczeństwa ponad wszystko.

Dla mnie absolutnie najważniejsze jest bezpieczeństwo pracy i ochrona pracowników. Cokolwiek bym jednak nie zarządził, to i tak na końcu pewne rzeczy będzie rozstrzygał kierownik budowy. Sądzę jednak, że kwestie BHP są w naszej firmie traktowane priorytetowo na każdym szczeblu zarządzania.

Jerzy Werle: Mogę powiedzieć, że sytuacja zmienia się na lepsze. Jeszcze kilka lat temu wielu kierowników budowy nie dostrzegało nieprawidłowości. Teraz w przypadku odstępstwa od harmonogramu prac i naruszenia zasad bezpiecznego wykonywania inwestycji, inżynierowie realizują zasadę „obserwuj, myśl, działaj”. Najważniejsze, aby osoby bezpośrednio nadzorujące prace sygnalizowały i natychmiast reagowały na każde niewłaściwe zachowania.

Statystyki pokazują, że w większości przypadków za wypadkami stoi człowiek. Czy zatem powinniśmy dążyć do takiej standaryzacji SIWZ pod kątem bezpieczeństwa na placu budowy, aby wyeliminować brak wyobraźni?

Michał Wasilewski: Wiele rzeczy zostało już bardzo czytelnie zdefiniowanych, jednak niezbędne są szkolenia z bezpieczeństwa i ochrony pracy, które my jako Porozumienie organizujemy. Przygotowaliśmy też pięć wzorcowych specyfikacji na bazie wytycznych GDDKiA, które zawierają szczegółowe zapisy dotyczące BHP w różnych obszarach. Naszym zdaniem, aby wyeliminować możliwości wystąpienia wypadku, należy szczegółowo zdefiniować wymagania kontraktowe.

Wojciech Szwejkowski, prezes Polskiego Zrzeszenia Wykonawców Fundamentów Specjalnych, dyrektor Biura Technicznego PORR SA: Proste metody poprawy bezpieczeństwa, jak kask, kamizelka, okulary czy buty ochronne, już dawno stały się niewystarczające. Zgadzam się, że potrzebne są zmiany w mentalności. Przejawem tych zmian są m.in. wizyty prezesów na budowach. Dobrze by było, gdyby zakładając kask i kamizelkę nie zapominali też o zmianie obuwia na ochronne. Zły przykład idzie z góry. Podwykonawcy przejmują zasady bezpieczeństwa głównego wykonawcy.

Wojciech Szwejkowski: Jako reprezentant firm specjalizujących się w realizacji inwestycji w miejscach trudno dostępnych zwróciłbym też uwagę na zabezpieczenie dróg dojazdu przez zastosowanie specjalnych fundamentów.

Od 2–3 lat realizujemy takie zamówienia dla przejazdu ciężkich maszyn (ważących 100–150 t) do miejsc, gdzie budowane są autostrady GDDKiA. To wymaga zastosowania tzw. platform roboczych.

Michał Nowakowski, koordynator Polskiego Zrzeszenia Wykonawców Fundamentów Specjalnych, dyrektor BHP w Keller Polska: Chcielibyśmy, aby szczegółowe wymagania dotyczące platform roboczych znalazły się w SIWZ, przede wszystkim w dokumentacjach GDDKiA. Kraje członkowskie UE posiadają już wytyczne i uregulowania w tym kierunku, na przykład w Anglii bez certyfikatu platformy roboczej nie można rozpocząć pracy z użyciem ciężkiego sprzętu.

Tymczasem w Polsce, w ramach Polskiego Zrzeszenia Wykonawców Fundamentów Specjalnych, pomimo iż opracowaliśmy odpowiednie wytyczne, które staramy się z różnym skutkiem wdrożyć na realizowanych przez członków PZWFS kontraktach, maszyny wywracają się, tworząc poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa. W tym roku miał miejsce szczególny wypadek – palownica przewróciła się na żuraw samochodowy, auto osobowe i uderzyła w budkę strażnika. Na szczęście nikomu nic się nie stało.

Porównując liczby wypadków w pracy z roku 2015 i 2016, trzeba uczciwie stwierdzić, że w budownictwie jest poprawa. Spośród 5776 wypadków śmiercią zakończyło się 69. W większości wypadków dochodzi do niewielkich złamań i obtarć, a po okresie rekonwalescencji osoby poszkodowane wracają do zawodu. Jako Zrzeszenie staramy się edukować pracowników. Oprócz przygotowania ogólnodostępnej specyfikacji dotyczącej stosowania platform roboczych wyprodukowaliśmy film edukacyjny (dostępny na YouTube) o korzyściach płynących ze stosowania platform.

Michał Nowakowski: W tym roku udało nam się również wykonać pierwszą platformę roboczą na zamówienie publiczne.

Powstała ona we współpracy z Budimeksem przy budowie drogi krajowej S7. Dzięki temu maszyny na tej budowie nie przewracają się ani nie grzęzną w ziemi. To przykład działania, które nie wymaga zmian w prawie, ale dodatkowo kosztuje. Bezpieczeństwo jednak musi kosztować. Chcielibyśmy, aby platformy były uwzględniane w kosztorysach, a wymóg ich stosowania znalazł się w SIWZ. Służą one nie tylko palownicom i ciężkim maszynom, ale również pojazdom transportowym.

Krzysztof Kondraciuk, Generalny Dyrektor Dróg Krajowych i Autostrad: Istotnie, kwestie finansowe są bardzo ważne. Na GDDKiA spoczywa odpowiedzialność za rozsądne wydatkowanie pieniędzy. Jeśli już przeznaczyliśmy na dane rozwiązanie dodatkowe środki, to wykonawca ma obowiązek je stosować.

Dariusz Blocher: Nie chodzi jednak o to, żeby robić w SIWZ rewolucję, ale wprowadzać zapisy, których dzisiaj nie ma, jak np. minimalne wymagania w zakresie zabezpieczeń zbiorowych, przygotowanie zaplecza albo spraw socjalnych.

Jerzy Werle: Zapis o tym, że wykonawcy mają stosować polskie przepisy przy realizacji konkretnych inwestycji, to zdecydowanie za mało. Jestem przekonany, że 99 proc. sygnatariuszy Porozumienia dla Bezpieczeństwa przestrzega przepisów BHP na budowach. W przypadku innych firm takiej pewności nie ma i w praktyce wygląda to różnie. Każdy kierowca powie, że bezpiecznie prowadzi samochód, a mimo to na drogach widzimy wiele nieodpowiedzialnych zachowań. Należy więc wprowadzić do naszych realizacji wyższe standardy, które będą wykraczać poza obowiązujące przepisy. Możemy wyszkolić ludzi i sprawdzić ich wiedzę z zakresu BHP. Wszystko jednak zależy od mentalności i od tego, czy oni te regulacje zastosują. Jedna sprawa to znajomość przepisów, druga to bezpieczna praca. Dlatego 90 proc. energii Porozumienia idzie na szkolenie podwykonawców w zakresie bezpiecznego prowadzenia prac. Tu mamy największy problem. Zewnętrznych podmiotów jest bardzo dużo – stosunek naszych pracowników do pracowników zewnętrznych wynosi 1:7.

Najlepiej, gdyby bezpieczeństwo było warunkiem przystąpienia do przetargu albo choć stanowiło istotny element pozacenowych kryteriów wyboru oferty

Krzysztof Kondraciuk: Bezpieczeństwo zaczyna się przed wejściem na budowę. Uregulowanie prawne wszystkich najmniejszych kwestii nie sprawi, że wykonawcy będą ich przestrzegali.

Krzysztof Kondraciuk: Ja bym skupił się na zmianie mentalności, abyśmy mieli odwagę mówić o tym, co jest niebezpieczne.

Najważniejsze to poczucie, że wszystko jest pod kontrolą, oraz świadomość, że usuwanie skutków wypadków pociąga za sobą duże koszty, które lepiej przeznaczyć na szkolenia. Istotną kwestią jest też odpowiedzialność. Obecnie spoczywa ona na kierowniku budowy, tymczasem powinna być rozłożona na wszystkich uczestników procesu budowlanego. Zmiany przepisów powinny iść właśnie w tym kierunku. Na razie główny ciężar właściwej organizacji prac spoczywa na wykonawcy, który musi prowadzić inwestycje dobrze, bezpiecznie i jednocześnie terminowo. Musimy zarazem mieć świadomość, że działania w kwestii bezpieczeństwa to ciągła, nieustająca praca.

Michał Nowakowski: Wykonawcy już na etapie przetargu chcieliby wiedzieć, czego się od nich wymaga. To nie jest kwestia obciążania zamawiającego. Najlepiej byłoby określić jednakowe dla wszystkich standardy BHP, aby wyeliminować tzw. firmy-teczki – bez sprzętu, bez robotników, bez środków na bezpieczeństwo.

Iwona Stępień-Kotlarek, zastępca Generalnego Dyrektora Dróg Krajowych i Autostrad: Zgadzamy się z Państwem. Sztuką jest jednak wdrożenie takich zapisów, które by skutecznie zobowiązywały wykonawców do rzetelnego prowadzenia prac.

Jerzy Werle: Deklaruję, że nasze organizacje pomogą w tym zakresie. Aktualnie cały proces koordynacji opiera się na kierowniku budowy, który sam opracowuje BIOZ i sam od siebie wymaga jego przestrzegania. Dlatego to nie działa.

Michał Wasilewski: Z jednej strony należałoby określić zestaw wymagań, a z drugiej mechanizm egzekwowania wymogów BIOZ. Chodzi nam o to, by oferta, w której nie ma obowiązku postawienia szalunku w wykopie, przegrała z ofertą, która to zakłada. Aby jednak ten wymóg był realny, potrzebny jest odpowiedni zapis w SIWZ. My tego wymagamy od swoich podwykonawców. I to się sprawdza.

Dariusz Blocher: U nas w firmie takie współczynniki jak jakość czy BHP są częścią systemu premiowego dla pracowników. Po wprowadzeniu go od razu zauważyliśmy poprawę. W SIWZ chodzi o coś podobnego. Nie trzeba wszystkich szczegółów uwzględnić, ale wskazać kierunek, zwrócić uwagę na te aspekty, które nie wymagają zmiany prawa.

Jaka jest odpowiedzialność inwestora za przygotowanie placu budowy i bezpieczeństwo podczas wykonywania robót?

Robert Siwik, przewodniczący komisji ds. zamówień publicznych Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej, Kancelaria Prawa Zamówień Publicznych: Z mojego punktu widzenia odpowiedzialność inwestora za bezpieczeństwo wiąże się bezpośrednio z przygotowaniem opisu przedmiotu zamówienia (OPZ), przetargowych kryteriów pozacenowych, w tym dobrych praktyk wykonawców oraz warunków umownych.

Niestety, w stosowanych kryteriach pozacenowych nie ma w ogóle mowy o bezpieczeństwie. Nawet w dobrych wzorcach zawartych w dokumentach Urzędu Zamówień Publicznych w zakresie pozacenowych kryteriów oceny ofert nie pojawiają się słowa, takie jak: bezpieczeństwo, BHP, higiena pracy. Sprawozdania PIP dotyczące badania wypadków przy pracy na budowie mówią głównie o niewłaściwej ogólnej organizacji pracy, niewłaściwych zabezpieczeniach stanowisk pracy, braku zabezpieczeń, dopuszczeniu do pracy osób bez właściwego przygotowania. Najwięcej wypadków notuje się właśnie wśród niewykwalifikowanych robotników pomocniczych. I tu właśnie leży sedno problemu.

Robert Siwik: Co można zrobić? Należy wpisać do OPZ obowiązek przedstawienia zamawiającemu instrukcji BHP.

W niej na wzór umów podwykonawczych opisane będą stanowiska lub prace szczególnie narażone na wypadki. Zakres instrukcji zamawiający może opiniować, wnosić poprawki itd. Druga rzecz to dobre praktyki BHP w kryteriach pozacenowych. Należałoby promować firmy, które dużo inwestują w poprawę systemów bezpieczeństwa, przyznając im np. dodatkowe punkty. Trzecia rzecz to zapisy umowne. Obligatoryjne powinno być zaproszenie inspektorów BHP w celu przeprowadzenia szkolenia dla kadry kierowniczej, pracowników itd., jeszcze przed rozpoczęciem najbardziej skomplikowanych prac.

Sebastian Lewiński, zastępca dyrektora ds. BHP, Warbud: Bezpieczeństwo na placu budowy jest efektem ubocznym dobrze zorganizowanej pracy, takim papierkiem lakmusowym rzetelności wykonawcy. Prawo już teraz narzuca nam obowiązek opracowania dokumentu pt. „Instrukcja bezpiecznego wykonania robót”. Ona z grubsza zawiera to, o czym mówił pan Siwik. Jeśli chodzi o współpracę z podwykonawcami, to należy ich prace nadzorować zgodnie ze wspomnianą instrukcją.

Sebastian Lewiński: Słowem, wykonawca pracuje na tyle źle, na ile mu pozwolimy. Tak samo generalny wykonawca pracuje na tyle nierzetelnie, na ile pozwoli mu inwestor. To musi być zatem pełna współpraca od pierwszego do ostatniego etapu.

Placem budowy określamy również teren realizacji prac toczących się w pasie drogowym, po którym odbywa się ruch pojazdów. Jak zadbać o bezpieczne wykonywanie robót w tym obszarze?

Krzysztof Kondraciuk: Budowa dróg to jeden z elementów inwestycji, a ich eksploatacja to drugi, nie mniej ważny. Stąd wiele prac drogowych utrzymaniowych prowadzi się na „żywym organizmie”. Dlatego tak ważne dla bezpieczeństwa jest to, aby kierowcy z wyprzedzeniem mieli informację o utrudnieniach. W związku z tym w sierpniu został uruchomiony Krajowy Punkt Dostępowy, który w pełni zacznie funkcjonować z końcem bieżącego roku. W ramach KPD przekazywane będą aktualne informacje związane z ruchem drogowym oraz parkingami. Wiadomości o remontach, objazdach itp. w sposób szybki i wiarygodny będą trafiały do podróżujących, zwiększając ich komfort i bezpieczeństwo.

Iwona Stępień-Kotlarek: KPD buduje świadomość i edukuje kierowców, przestrzegając ich przed przeszkodami występującymi na drodze. W ten sposób chcemy ograniczyć ułańską fantazję niektórych z nich.

Iwona Stępień-Kotlarek: Dodam, że przy okazji realizacji danej inwestycji drogowej staramy się docierać do lokalnych społeczności, aby uczulać mieszkańców, jak zachowywać się bezpiecznie na drodze.

Leszek Mellibruda: Inną formą działań na rzecz poprawy bezpieczeństwa są kampanie społeczne. Dotyczą one również zagrożeń występujących na drogach. Z tym że powinny być one dogłębnie przemyślane. Ich oddziaływanie po zakończeniu akcji bywa często krótkotrwałe lub w ogóle nie odnosi zamierzonych efektów. Spowodowane to jest mnogością komunikatów, jakie docierają do odbiorców.

Add Comment